Przejdź do treści
Przejdź do stopki

Łódź honoruje volksdeutschów

Treść

W Łodzi odsłonięto tablicę upamiętniającą więźniów politycznych więzienia na Sikawie. Problem w tym, że obok polskich ofiar utworzonego tu przez gestapo obozu pracy następni w kolejce do uhonorowania znaleźli się... jeńcy niemieccy i volksdeutsche.

"Obóz pracy dla Polaków, Niemców, Białorusinów, Ukraińców i jeńców sowieckich, utworzony przez niemiecką policję bezpieczeństwa (Gestapo) w latach 1943--1945 oraz obóz pracy dla Niemców i volksdeutschów oraz obóz dla jeńców niemieckich i z jednostek kolaborujących, utworzone przez sowieckie i komunistyczne władze bezpieczeństwa publicznego (NKWD i UB) w latach 1945-1950" - takie słowa zawiera odsłonięta dziś przez Mirosława Wieczorka, wiceprezydenta Łodzi, tablica upamiętniająca więźniów politycznych w miejscu istnienia obozów przy ul. Beskidzkiej 54.
Zestawienie ofiar okupacji niemieckiej z ich niedawnymi katami w jednym miejscu, bez wyraźnego rozróżnienia, budzi poważne wątpliwości, których niestety nie dostrzega Urząd Miasta Łodzi.
- Ta tablica upamiętnia wszystkie osoby, które były tam kiedykolwiek więzione, czyli także ofiary reżimu komunistycznego - co jest bardzo jasno tam uwzględnione - powiedziała nam wczoraj Marzena Korosteńska, rzecznik prasowy prezydenta miasta. Na naszą uwagę, że tablica uwzględnia także m.in. nazwiska volksdeutschów, dodaje, że "jest to wniosek łodzian". - Zostało to dołączone na podstawie tych, którzy bardzo apelowali, żeby to upamiętnić. Robiliśmy jeszcze taki rodzaj konsultacji społecznych wśród łodzian i większość osób uważała, że należy to upamiętnić w imię prawdy historycznej, że coś takiego istniało - twierdzi Korosteńska.
Tymczasem wątpliwości co do treści tablicy mają historycy. - Zdanie jest może logicznie prawidłowe, ale przecież volksdeutsche tam przebywali, bo byli zdrajcami. Nie byli niesłusznie prześladowani, tylko ludzie, którzy "konsumowali" efekty II wojny światowej - uważa Jan Ołdakowski, poseł Prawa i Sprawiedliwości. Jego zdaniem, umieszczenie takiego napisu bez komentarza sugeruje, że Niemców więziono niesłusznie i byli oni "ofiarami".
Doktor Bogusław Kopka, historyk Instytutu Pamięci Narodowej, zaznacza, że wszystkie ofiary niemieckiego i komunistycznego terroru zasługują jak najbardziej na cześć i pamięć. - Natomiast w przypadku obozów funkcjonujących w czasie i po II wojnie światowej trzeba pamiętać, że tablice i symbolika upamiętniania powinny odwzorowywać proporcje. Nie może być tak, że jakby na jednej płaszczyźnie są traktowani w takiej samej formule i skali wielosettysięczne ofiary niemieckiego terroru, z tymi, które też miały miejsce, ale pod względem skali zjawiska reprezentują całkiem inne szacunki. Musimy pamiętać przy organizowaniu miejsc pamięci, że ich symbolika, nazwy i tablice powinny odzwierciedlać rzeczywistą skalę represji. I to jest chyba istota sprawy - zauważa dr Kopka.
Swój sprzeciw wobec zamiaru upamiętniania niemieckich więźniów wyrazili łódzcy działacze Ligi Polskich Rodzin. "Jesteśmy oburzeni faktem jakiegokolwiek upamiętniania obywateli Rzeszy Niemieckiej, którzy wywołali II wojnę światową, okupowali nasze miasto i wcielali je w organizm Wartegau oraz odpowiadają za męczeństwo Narodu Polskiego. Upamiętnianie historii ich agresji jest traktowaniem niemieckich zbrodni na równi z męczeństwem Polaków - ich bezbronnymi ofiarami" - czytamy w oświadczeniu Zarządu Powiatowego LPR. Jego prezes Jan Waliszewski podkreśla, że nie było w czasie II wojny światowej równorzędnych, symetrycznych racji politycznych i moralnych. - Niezależnie od tego, jakie były cierpienia indywidualnych Niemców w 1945 r., trzeba pamiętać, że aż do samego końca Niemcy na szeroką skalę popierali III Rzeszę, dlatego ta wojna miała tak zacięty przebieg - konkluduje Waliszewski.
Jerzy Kropiwnicki, prezydent Łodzi, na uwagę, że tablica na Sikawie upamiętnia m.in. volksdeutschów, odpowiada, że "starał się, żeby tak nie było". - Dbałem o to, żeby w tych określeniach znalazły się takie słowa, jak: "NKWD", "UB" oraz "gestapo". Czyli krótko mówiąc, żeby było to odniesione do tych służb, które postępowały w sposób nieludzki. Także nie ma tam nic o "więzieniu polskim i polskich służbach". Nawet komunistycznych - powiedział nam wczoraj prezydent Łodzi.
Jacek Dytkowski
"Nasz Dziennik" 2009-06-06

Autor: wa